Kanapka ze szparagami


Miesiąc maj ma dla mnie smak szparagów, zdecydowanie. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że maj = szparagowy sezon, proste. Ale także dlatego, że 13 lat temu, w maju zetknęłam się z nimi po raz pierwszy w życiu. Nie dziwcie się, że tak dobrze pamiętam to spotkanie, zaraz Wam o nim opowiem.

Wyglądało to tak: 2005 rok, przygotowania do egzaminu na Wydział Architektury trwały w najlepsze. Chodziłam na intensywny kurs, pomieszkiwałam u kuzynki (w Warszawie!) i wściekałam się na nie do końca udane rysunki. Między jedną a drugą sesją rysowania jadłam kupioną na wynos pizzę z Pizza Hut, batony Lion albo coś, co przed wyjazdem z domu wcisnęli mi do plecaka rodzice. Albo babcia. I właśnie wśród takich "wciśniętych" na siłę paczek znalazłam pudełko ze szparagami. Białymi. Ugotowanymi. Z dziwnie włóknistymi końcówkami, które nie bardzo chciały zostać przeżute. Nie wiedziałam jak, czym i z czym je zjeść, ale jakoś sobie poradziłam. Ledwo. Kurtyna.

Do dziś białe szparagi kojarzą mi się z podniosłą atmosferą przygotowań i z rysunkowymi egzaminami wstępnymi. Czyli w sumie z rzeczami dosyć przyjemnymi, ale też trochę z nerwami i niepewnością. Pewnie z tego powodu częściej wybieram szparagi zielone, które jem lekko podsmażone, z jajkiem sadzonym i świeżą ciabattą. Albo na kanapce, w towarzystwie sera Halloumi. A jak jest z Wami, lubicie szparagi? Jeśli tak, to które szparagi częściej wybieracie?








Komentarze