Oto on. Neapol.

Publikowałam już o nim jeden post. Ale jest zbyt fascynujący, aby napisać o nim tylko jeden raz. Przerażająco brudny, trochę dziki. Może dlatego jest taki pociągający? Lubię do niego wracać. Wiem że ilekroć to nastapi będę publikowała nową porcję zdjęć. Proszę Państwa, oto on. Neapol.

Przechadzam się dzielnicą hiszpańską i zaglądam mieszkańcom do domów przez otwarte na oścież okna i drzwi. Silę się na dyskrecję, ale chyba niepotrzebnie. Zdają się nie mieć nic przeciwko. Kupuję chleb, pomidory, mozarellę, oliwki. Butlę oliwy. Rozmawiam ze sprzedawcami ryb. Sprzedawcami owoców. Z piekarzami. Mówimy w dwóch różnych językach. Mimo tego dogadujemy się świetnie. Obserwuję pracowników kawiarni Mexico. Rano i wieczorem chodzę do legendarnej kawiarni Gambrius i piję espresso ze świadomością, że przy tym samym barze to samo robił Goethe, Wilde, Hemingway. Dumas. Przez cały pobyt, dzień w dzień, robię dokładnie to samo. Lubię taki Neapol. No. Bardzo lubię.


Komentarze

Prześlij komentarz