Inauguracja sezonu śniadaniowego



Uwielbiam plażę. O każdej porze roku. Zimą jest piękna, wietrzna, wygląda trochę groźnie, o czym pisałam w tym poście. Według mnie jedynym minusem plaży zimą jest to, że warunki na niej panujące nie bardzo pozwalają na zjedzenie czegokolwiek bez ryzyka odmrożenia kończyn. Ale ten sezon mamy już za sobą. Pierwszy weekend kwietnia był na tyle ciepły, że zjedzenie śniadania (które jest moim ulubionym posiłkiem) na plaży, bez poczucia termicznego dyskomortu, okazało się możliwe.


Jednym z moich ulubionych plażowych śniadań jest minimalistyczna ciabatta, jeszcze ciepła, w towarzystwie kawy z termosu. Tym razem jednak zdecydowałam się na coś bardziej skomplikowanego - inauguracja sezonu śniadanie na plaży zobowiązuje.

Kanapki, które zabrałam na plażę, to uproszczona wersja słynnej kanapki Rubena. W przygotowaniu kanaki Rubena jedyna trudność polega na zdobyciu mięsa. Marynowany mostek wołowy możemy kupić np. przez internet albo zamarynować mięso własnoręcznie. Ja skorzystałam z gotowca. Jeśli chcecie sprawić przyjemność mięsożercom w waszych rodzinach, powinniście spróbować przygotować tę kanapkę.

Składniki
kilka kromek świeżego chleba na zakwasie
plastry pastrami
kapusta kiszona
musztarda*

*zastąpiłam nią sos rosyjski który jest w przepisie oryginalnym

Czynności
Naparowane (zgodnie z instrukcją - ok. 3,5h) mięso pokroiłam w plastry. Świeżo wyciągnięty z piekarnika chleb pokroiłam w grube kromki, posmarowałam je musztardą. Ułożyłam pastrami i kapustę kiszoną. Kanapki zapakowałam w papier. Zabrałam na plażę.



Komentarze

Prześlij komentarz