niedziela, 5 lutego 2017

Pan sernik

W weekendy dzielę czas sprawiedliwie pomiędzy czynności, które bardzo lubię i które mnie relaksują. Czytanie i gotowanie. Po sobotniej wielogodzinnej sesji czytelniczej postanowiłam wygrzebać się spod koca, wstać z kanapy i w ramach zażywania ruchu upiec sernik. 

Sernik to zdecydowanie moje ulubione ciasto. Lubię klasyczny sernik Mojej Babci, sernik tofii z migdałami Mojej Mamy i ten słonawy nowojorski (może być ze Starbucks-a). W zasadzie to lubię chyba wszystkie serniki. 

Odkąd mieszkam w Trójmieście, uwielbieniem darzę produkty mleczne ze Strzałkowa, które są tu powszechnie dostępne. Sobotni sernik wykonałam w całości z ukochanego twarogu śmietankowego (2,5 kostki), jogurtu śmietankowego (zamiast śmietany), szklanki miodu od litewskich pszczół i 5 jajek od szczęśliwych kur. Do masy dodałam mąkę ziemniaczaną i ekstrakt z wanilii (na oko). 

Po 1,5 godziny w piekarniku sernik był gotowy. Stoczyłam w myślach walkę jeść czy nie jeść. Wygrał rozsądek. Pozwoliłam sernikowi ostygnąć i chłodziłam w lodówce przez całą noc. Po wyjęciu z lodówki sernik pokroiłam w podłużne kostki. Wierzch ozdobiłam malinami. Serwowałam z hawajską kawą Kona. 

A Wy jakie ciasto lubicie najbardziej?


2 komentarze:

  1. najbardziej lubimy ciasta Kaliny <3 wygląda prześlicznie

    OdpowiedzUsuń