O(hh)! Cztery rzeczy które musisz zrobić w Delft

Kilka lat temu, zupełnie nieoczekiwanie, owładnęła mną obsesja na punkcie Holandii. Nie, nie mieszkam w Holandii na stałe. Tak, spędziłam w Holandii trochę czasu. Łącznie około 10-ciu miesięcy. Które z holenderskich miast polubiłam najbardziej? Odpowiedź jest prosta: wszystkie! Amsterdam, Rotterdam, Hagę, Utrecht, Maastricht, Bredę, Almere, Eindhoven nawet. Ale Delft polubiłam jakby ciut mocniej. 

Delft leży rzut beretem od Hagi (10km) i Rotterdamu (15km). Podróż pociągiem z Rotterdamu nie zajmuje więcej niż 15 minut. Z Hagi można złapać tramwaj (ok.30 minut) lub pociąg (ok.10 minut). Pokonanie każdej z tras rowerem zajmuje nie więcej niż godzinę, bardzo polecam tą opcję. Szczególnie malownicza jest trasa rowerowa prowadząca z i do  Rotterdamu. Poniżej przedstawiam atrakcje, które każdorazowo serwowałam przyjaciołom z Polski i które polecam każdej osobie planującej wizytę w Delft. 

1. Spacer po historycznym centrum
Na obszarze niewielkiego historycznego centrum Delft można znaleźć wszystko to, co w Holandii najfajniejsze. Kanały. Mosty. Pływające domy. Łódki. Setki rowerów. Brukowane uliczki. Wąskie kamieniczki. Strzeliste wieże kościołów. Ogólnie rzecz ujmując - piękną architekturę ☖☗☖. W miasteczku panuje spokojna, nieco senna atmosfera, która ulega nagłemu ożywieniu w czwartek rano. Stan ten utrzymuje się aż do niedzieli.

Czwartek to w Delft dzień targowy, na głównym rynku (Grote Markt) można kupić zarówno produkty regionalne, jak i chińszczyznę. Piątek to ogólnoholenderski tradycyjny dzień zakupowego szaleństwa - wszystkie sklepy czynne są dłużej niż zwykle (do ok. 19.00-20.00) a uliczki roją się od mieszkańców. Sobota to w Delft kolejny dzień targowy, tym razem stragany zlokalizowane są nie na rynku głównym, ale na Brabantse Turfmarkt. Niedziela w Delft wygląda podobnie jak w innych częściach Holandii i Europy - to dzień odpoczynku i prostych przyjemności - śniadania jedzonego niespiesznie poza domem, wspólnych wypadów na kawę i ciasto, spacerów.





2. Wizyta na bazarze 
W sobotę bazar kwiatowo-owocowo-warzywny obejmuje swoim zasięgiem ulice okalające rynek. Na straganach można kupić holenderskie słodycze, rybne przekąski, spróbować holenderskiego sera. W tej lub innej kolejności. Atrakcję samą w sobie stanowi obserwowanie Holendrów robiących zakupy i pakujących je do rowerowych sakiew. Przy okazji pobytu na bazarze, warto powędrować w okolice kanału Voldersgracht, tam od wiosny do późnej jesieni, na straganach bądź wprost na bruku, wystawiają swój towar sprzedawcy staroci. Za każdym razem szczególnie urzekały mnie proste, drewniane zabawki. Do dziś żałuję, że nie zdecydowałam się na zakup holenderskiej zagrody. 


3. Wizyta na kampusie 
Kampus uniwersytetu technicznego stanowi dowód (kolejny!) na mistrzostwo Holendrów w organizowaniu przestrzeni. Na szczególną uwagę zasługuje brutalistyczna aula, sąsiadujący z nią budynek biblioteki, domy studenckie unoszące się nad wodą, domy studenckie w kontenerach portowych. Wczesną jesienią, tuż po inauguracji roku akademickiego, kampus pełen jest foodtraków, które wyjątkowo mogą wjeżdżać na jego teren (generalnie ruch samochodowy jest tam zakazany) i gromadzących się wokół nich studentów. Szczególną popularnością wśród studentów i mieszkańców cieszy się zielony dach biblioteki. Nie tylko od poniedziałku do piątku, ale także w weekendy.

Miłośnikom pięknych wnętrz, przy okazji wizyty na kampusie, polecam wizytę na Wydziale Architektury (Faculteit Bouwkunde). Wydział jest zlokalizowany w budynku, który przed laty był tzw. gmachem głównym. Dech w piersiach zapierają: (1) wysoka na dwie kondygnacje, pełna światła przestrzeń wasztatowa, dostępna dla studentów o każdej porze dnia i nocy; (2) wielofunkcyjna, wielopoziomowa pomarańczowa struktura, mieszcząca pokoje do pracy i sale spotkań, będąca jednocześnie olbrzymim meblem audytoryjnym; (3) świetnie zaopatrzona księgarnia architektoniczna, (4) pyszna kawa w wydziałowym barze. To trzeba zobaczyć na żywo!

4. KEK, Hills&Mills
Od piątku do niedzieli kawiarnie w Delft, zwłaszcza dwie moje ulubione (KEK, Hills&Mills), przeżywają prawdziwe oblężenie. Nic dziwnego. W Hills&Mills kanapki i chlebki naan serwowane z różnymi dodatkami są po prostu obłędne. Z kolei w KEK-u ciasto marchewkowe z kremem cytrynowym zwala z nóg, kawa jest przepyszna a wnętrze przyprawia o szybsze bicie serca. Nie bez znaczenia jest fakt, że każdy znajdujący się w kawiarni przedmiot ma konkretną cenę i można go kupić. To według mnie najlepsza pamiątka z pobytu Delft :). 


Komentarze